Momenty. Chwila, w której odnajdujesz w tłumie dawno niewidzianą twarz lubianej osoby. Chwila, w której żegnasz się ze szczęśliwą rodziną: wujkami i ich długo oczekiwaną córeczką. Chwila, w której oplatają Cię dźwięki grane na pianinie, idealnie wpasowujące się w chwilowy nastrój. Chwile, które zostają w Twojej głowie. Piękne, znaczące.
Szczęśliwe.

Słowem krótkiego wprowadzania – post został napisany w większości 9.04 w czasie powrotu z Warszawy. Kolejny tydzień był jeszcze bardziej intensywny, stąd drobne opóźnienie… Niedługo więcej więcej! 🙂

To był niezwykle intensywny tydzień. A co najlepsze, wcale nie pierwszy i na pewno nie ostatni ;). Tydzień bogaty we wspomniane momenty, ale też w dłuższe wydarzenia, dość niecodzienne (o ile niecodzienność nie może w pewnym momencie stać się codziennością ;)). Chciałabym się podzielić z Wami moim ostatnim tygodniem… może po części dlatego, że samej trudno uwierzyć mi, że wydarzył się tylko w okresie 7 dni :).

Poniedziałek.
Wielki dzień nadrabiania zaległości. Mój wymarzony weekendowy dzień. Tak, żeby niedziela była do odpoczynku, a poniedziałek do przygotowania się do nadchodzącego tygodnia. Na szczęście mój plan zajęć nie zakłada nic niezwykle ważnego na poniedziałki (Ciiii!).
Ogarnianie spraw najważniejszych, próby jak najlepszego rozplanowania tygodnia, filmik dla Luany w ramach projektu #SHESTEMS*, etcetc. W międzyczasie informacja, że dostaliśmy się do Szwecji (!!! :D)*, odebranie W. z pracy z gratulującym całusem i szybki spacer po parku – jest piękna pogoda! Potem wskok na rower – jadę na spotkanie, które jest krótsze niż przewidywałam (przy okazji, jest to pierwsza od długiego czasu jazda rowerem na PG! :D) . Potem krótkie pozostanie na miejscu z ukochanymi Skalpowiczami i z powrotem do domu – pracować dalej, a co ;).

IMG_20160402_212149
Kto zgadnie, co to będzie? 🙂

Wtorek.
Powolne wstanie (późno się położyłam, nie będę śpieszyć się na pierwszy wykład), próby przygotowywania prezentu wyjazdowego dla W. na wpół śpiąco, znów rowerem na PG (piękne słońce!), minięcie się z W. na ulicy, odbiór informacji o stypendium (pierwsza tak wysoka średnia = pierwsze tak wysokie stypendium ++), odwiedzenie biura wydziału – niestety już za późno na konkurs pracy dyplomowej, przyjemne rozmowy z dziewczynami z IBMu, wykład z Inżynierii Rehabilitacyjno Ruchowej, powrót do domu. Prędkie rozpoczęcie na nowo przygotowywania prezentu (niesamowite, jak w momentach brakoczasowych można się sprężyć i odciąć od siebie prawie cały zewnętrzny świat! Nic nagle nie rozprasza, nic nie przeszkadza.). Umówiony obiad z W. w Oliwskiej Piniacie (bardzo dobre i sycące burrito, polecam!) i spacer w pięknej pogodzie. Szybki powrót – znów do prezentu. Czas do wieczora, aż Wiktor skończy warsztaty.
Ups, nie wyrabiam się. Lekkie spięcie, umawiamy się w pół drogi w Garnizonie. SKOŃCZYŁAM.
Szybkie przebranie się (ha, chciałabym codziennie potrafić tak szybko się dobrze ubrać), znów na rower i pędem do Garnizonu.
Spacer, rozmowy, wyjaśnianie, przytulanie. Jest pięknie dookoła. Wchodzimy do Sztuki Wyboru. Zamawiamy: Wiktor kawę (bez szału), ja napar z imbiru (mniam!) i kanapkę z pastami paprykową i oliwkową (mniam + dużo warzyw = <3). W oczekiwaniu na zamówienie decyduję się dać prezent. Zła przygrywka – nic to pięknego, czuję stres. Lekkie załamanie. Niepewne wręczenie i…
Uśmiech. Powrót do czułości. Pierwsza, własnoręcznie wykonana przeze mnie maskotka – słońce na ponadtygodniowy wyjazd W. 🙂
Miło spędzamy resztę wieczoru. Do zobaczenia!
Rowerem, szczęśliwa, do domu.

IMG_20160405_165136
Do domu przez las ❤

Środa.
Znów zbyt późno poszłam spać (gdzie te wczesne noce i poranki?), nie daję rady wstać na air-jogę*. Znów ogarnianie z rana. Wyjazd na spotkanie projektowe z IRR. Niepewny oj niepewny jest ten projekt. Koniec, nie ma klucza do 551*. Idę do pokoju WRSu** (dobrze jest mieć znajomości – WW ❤ ;)). Matematyka ++. Przyjemny spacer i na harpaganowe spotkanie. Nie ma już wolontariuszy – skończyło się, pozostali organizatorzy. Organizujemy :). Późny powrót do domu. Sałatka przy Top Chefie. Praca.

Czwartek.
Laboratoria na chemicznym – wydzielamy DNA z bakterii (taki glutek :D). Podziwiam swoje piękne (najlepsze! :D) wymazy bakterii (Ecola i Baccillus!) z zeszłego tygodnia. Dumny z siebie (bardzoprawie)chemik :D.

IMG_20160407_102534.jpg
Najlepsze wymazy w sali! Zółte grzybki gratis! 

Szybkie spotkanie w ramach projektu grupowego. Przerażenie jak mało wiemy, jak wiele musimy się dowiedzieć. Deep Learning + muzyka! [Swoją drogą – najświeższe info – wiecie, że pojęcie deep learning weszło dlatego, że w pewnym momencie sieci neuronowe zostały uznane za niewarte uwagi i nie przyjmowano tematów o nich na konferencje naukowe. Więc jak grupa niezniechęconych naukowców zrobiła przełom w strukturze siecie neuronowej, musieła znaleźć na nią jakąś nową nazwę, żeby dostać się na konferencję – Deep Learning. A teraz my staramy się w tym świecie połapać, jednocześnie wypełniając swoje braki w nauce o muzyce :)]
Szybki koniec – trzeba przygotować się na prezentację AiRu i SKALPu w ramach Dnia Otwartego dla Dziewczyn na PG. Szybkie ogarnięcie bałaganu, programowanie NAO, podzielenie się co kto mówi (“na ostatnią chwilę” jak zwykle daje radę ;D) i… czekamy. Ciągle. I ciągle.
W końcu przychodzą. Ok. 12 dziewczyn i kilkoro chłopaków. (hmmm?). Nie bardzo jesteśmy na taką sytuację przygotowane, ale udaje się – poszło super 🙂
Potem spotkanie z WW w ramach projektu z Telematyki. Staramy się ogarnąć odczytywanie sygnałów z maty tanecznej (najlepszy projekt :D). Doceniam bycie w kole naukowym – wiedza znajomych stąd jest niezastąpiona :). Pomagają nam dojść do tego, jak odczytać. Tablica HID etc – same nie wiem kiedy byśmy do tego doszły :).
Szybko na zupy*. Miało być mało osób i znów w takiej sytuacji – nie ma nawet dla mnie miejsca i pracy, prócz zrobienia herbaty dla innych.
Wracam na PG razem z PB. Przyjemna rozmowa, fajnie, że mamy do nich dalej okazję :). Krótkie nabranie sił w 551 i wymarsz na EBEC!*** Poszło sprawnie i zabawnie :).
W jednym czasie z Gdańska i Warszawy ruszyły autobusy odpowiednio A i B. Oby dwa jadą tą samą trasą, z tym że A ze średnią prędkością 75 km/h, a B 70 km/h. W pewnej chwili mijają się na drodze . Który z autobusów w tym momencie był bliżej Warszawy?
Moje ulubione pytanie. No i powiedzcie mi proszę, nad czym ja właściwie się zastanawiałam :D. Po EBECu czas na Lamy, czyli wieczorne spotkanie z ST, AL, JL i KM – przyjemny koniec intensywnego dnia :).

 

Piątek
Zmęczenie daje we znaki, nie daję rady wstać rano na wykład (a na ten akurat szkoda!). Zbieram się za to na siłownię – inna niż zazwyczaj i chyba nie do końca jestem w stanie odnaleźć sie wśród tej większości pakerów i wytapetowanych/rozjaśnionych kobiet. Jadę na PG. AkETI – próbuję ogarnąć grupę niesfornych uczniów technikum podczas warsztatów z konstrukcji i programowania robotów z LEGO. Wykładowca prowadzący z nimi zajęcia z programowania przede mną sam jest lekko załamany grupą. Ja jakoś daję radę. Nawet im poszło nie tak źle :).

IMG_20160408_155412
Czujnik odległości dawnego typu. Znalezisko z dawnej pamiątki jednego z wykładowców. Prawda, że piękny? 😉

Wracam do domu. Cieszę się wolnym po południem, dopóki… nie znajduję nieoddanego klucza po warsztatach. No nic, trzeba wrócić się na ETI. Próbuję obrócić to na dobrą stronę i udaje się – mam spacer przy pięknie zachodzącym słońcu. Grunt to nastawienie :). Wracam ostatecznie. Rozmawiam z W. przez Skype. Pracuję. Pakuję się do wyjazdu. Idę spać ok 3:00.
Piątek, piąteczek, piątunio. 😛

 

Sobota 
4:45 pobudka. Mmm, co to był za sen ;). 5:49 pociąg rusza z Oliwy. Kulę się na swoim miejscu, owijam w płaszcz i chustę i przesypiam 4 godziny jazdy. Warszawa!
Ruszam do Studni**** zostawić bagaże. Specyficzna okolica na dominikański klasztor. Sam budynek też inny niż wszystkie. Nowoczesny. Studnia natomiast niesamowita. Częściowo ceglane ściany, ładne kolory, piękna atmosfera. Mijam się z naszymi Górkowiczami – spotkam się z nimi później.

Camera1
Studnia

Póki co, chwila dla siebie, próba ogarnięcia zbyt ogarniętych i ruszam im na spotkanie (<3). Pierw odnajduję w tłumie piękną PW. Spacerujemy po Łazienkach, rozmawiamy. Jak zawsze motywacja i pewność siebie wzrasta, umysł dostaje niesamowite pokłady inspiracji :). Z uśmiechem modela, dołącza do nas PS. Stajemy przed problemem tego wieku – gdzie zjeść? 😉 Nie tak miało być, ale trafiamy w końcu do Bobby Burgera – nie jest źle :). Dojeżdżają do nas KiPD. O mamciu, jacy oni są cudowni :). Wkrótce dołącza także KK i mamy komplet trzech Karolin przy stole :). Jemy, rozmawiamy – zdecydowanie za krótko! Żegnamy się i już zaraz nie mogę doczekać się kolejnego spotkania.

Rowerem, tramwajem, pędem docieram na emocjonujący mecz siatkówki Górka-Studnia. Razem z dziewczynami wymyślamy coraz to nowe hasła dopingujące naszych – dajemy radę, Górka górą 3:1! 😉 Wracamy do Studni. Krótkie zwiedzenie kościoła, powrót w muzyczne objęcia pianina w wykonaniu MS. Cuda.
Kolacja, gry, rozmowy, utęskniony sen.

IMG_20160409_201731-001.jpg

Pięknie.

Niedziela 
Śniadanie, pakowanie, sprzątanie. Dojazd na ostatnie 5 min meczu w piłkę nożną, pożegnania. Odwiedziny Chrzestnej, jej męża i Kochanej Kuzyneczki. Piękna niedziela :).
Wracam do domu. Pociąg jest moim ostatnim wytchnieniem, miejscem odpoczynku. Miejscem, w którym odcięta od wszelkich innych spraw, z pięknym tłem muzycznym, siadam i piszę co mi siedzi w głowie od długiego czasu.
Niestety Pendolino jest na to wszystko za szybkie ;).

Gdańsk. Dom.

IMG_20160410_220136-001

* Trochę rzeczy/nazw może być tu nie do końca jasna. Postaram się je wytłumaczyć w osobnym postach, dzięki za cierpliwość ;).

** WRS – Wydziałowa Rada Studentów, tu wydziału ETI PG 🙂

*** EBEC – konkurs inżynierski organizowany przez stowarzyszenie studentów BEST

**** Studnia – Duszpasterstwo dominikańskie w Warszawie, tu dokładniej mówię o miejscu w którym urzędują 🙂

 

 

Advertisements