Przez pół roku prawie wcale się nie ruszaj. Przez kolejne pół nadrabiaj zaległości w nogach na siłowni i basenie. Po tym czasie pójdź szczęśliwa na zajęcia wyciskowe. Dziw się, że nie masz siły podnieść ręki z telefonem do ucha.

Widząc tytuł poparty zdjęciem, pewnie część z Was pomyślała, że post będzie skupiał się wokół mojego ostatniego osiągnięcia, tzn. zdobycia tytułu inżyniera automatyki i robotyki. Niewątpliwie, wydarzenie to, a raczej cały 3,5 letni ciąg studiów zakończony piątką można zaliczyć do niemałego sukcesu – mimo, że wciąż mój Tata i W. mój Tata i W. widząc moje nieobycie z narzędziami zachodzą w głowę jak mogłam tak techniczny tytuł dostać :D.

Przeszliście jednak potem do tekstu. Zaraz zaraz, tytuł sukcesy, wyżej zdjęcie szczęśliwych “już-inżynierek”, a tu jakiś tekst o ruszaniu się? O bólu mięśni?

Bo chciałabym w tym poście skupić się nie na takich dużych, widocznych sukcesach (choć pochwalić i zaznaczyć zdobycie tytułu inżyniera też mogę :D), lecz o małych dla ludzkości, a dla Nas często olbrzymich sukcesach.

Tak jakoś głupio się dzieje, że często potrzebujemy coś stracić, żeby to docenić. I choć i ja starałam się doceniać każdy kolejny dzień mojego życia, dopiero pewne zdarzenie dało mi powód radości z czynności, które kiedyś były dla mnie normą. Na “szczęście” nie stało mi się nic względnie strasznego – zerwałam sobie więzadła krzyżowe w kolanie. Perypetii z lekarzami i szpitalami miałam trochę więcej, niż mogłoby być, ale jakie uczące to były doświadczenia! 😉 I gdy już wróciłam do domu 17 lutego 2015 po ostatniej operacji, zaczął się dla mnie przyjemny okres zdobywania kolejnych “leveli”. Nie wiem jak Wy, ale w mojej krótkiej historii zafascynowania grami komputerowymi zawsze ta część podobała mi się najbardziej :D.
A więc i w życiu zaczęłam je zdobywać: bach, zgięłam nogę o 90 stopni! (Co to była za radość i duma!) Przeszłam się kawałek bez kul! Poszłam na pierwszy spacer! Po roku przerwy pojechałam na przejażdżkę rowerową!

wp_20151009_18_31_57_pro-001

W zeszłym tygodniu rozpoczęłam okres odblokowywania kolejnych poziomów. Udałam się na pierwszy od dwóch lat legalny jogging (wcześniej zdarzało mi się podbiegać na środki komunikacji miejskiej – nie ma co się chwalić ;p) – niby poszło mi okropnie, zrobiłam krótką pętlę wolnym marszo-biegiem. Mimo słabych osiagów, radość po powrocie była olbrzymia! Porzuciłam też rehabilitacyjną pętlę siłową na rzecz zajęć – byłam na wymarzonej Aerial Jodze i Bosu (polecam!). I teraz moje mięśnie płaczą, a ja umieram z uśmiechem na ustach :)). (Swoją drogą to ciekawy mechanizm mózgowy, że do czasu gdy nie mogłam wykonywać żadnych nadprogramowych ruchów, nie miałam nic przeciwko chodzeniu na siłownię i robieniu tych samych ćwiczeń i w momencie, gdy mogłam poszerzyć swój zakres ćwiczeń, nagle przestało mi się chcieć wykonywać typowy obwód :)).

To jest tylko drobna część moich (nie)wielkich sukcesów w ostatnim roku. Życzę Wam, aby nie przydarzyła się Wam, żadna utrata, a mimo tego, żebyście docenili świat, który Was otacza i własnych siebie. Abyście wstawali z uśmiechem każdego dnia z łóżka, ciesząc się z życia. Z tego, że mimo tych wszystkich stresów, śmieciowego jedzenia i braku snu (sesja? :D) organizm wciąż funkcjonuje i prowadzi Was dalej…
Z tego, że tu jesteście i jakoś udało Wam się dotrwać do końca 😀

Dobrego, pełnego drobnych sukcesów dnia!

Pani inżynier K. D. 🙂

Edit:
Kilka sukcesów z ostatnich dni:

28.03.2016 – pierwszy od ponad dwóch lat sprint (zapomniałam już jaką to radość potrafi sprawić :D)

2.04.2016 – pierwsza od ponad półtorej roku jazda na rowerze bez trzymanki 😀

4.04.2016 – pierwsza od ponad półtorej roku jazda rowerem na politechnikę i z powrotem! Ha 😉

Advertisements